Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Grafika

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Śmierć złapana w kadr. Fotografia post mortem w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej

Śmierć złapana w kadr.  Fotografia post mortem w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej

Tradycja portretowania osób zmarłych sięga najdawniejszych czasów. Znane są nam wszystkim malowidła na sarkofagach egipskich faraonów, czy portrety fajumskie wiernie odtwarzające rysy osób spoczywających w trumnach, które zdobiły. Ten, kto choćby raz w życiu odwiedził katedrę na Wawelu, z pewnością pamięta okazałe sarkofagi królów Polski, w tym niepokojącą w swym realistycznym oddaniu rysów zmarłego podobiznę Władysława Jagiellończyka.

Przed wynalezieniem fotografii na utrwalenie na płótnie lub w kamieniu wizerunków ukochanych zmarłych mogli pozwolić sobie jedynie nieliczni. Grono owych wybrańców losu zawężone było praktycznie do władców, ludzi zamożnych, a także… samych artystów. Ci, dotknięci rodzinnym nieszczęściem, czasami decydowali się na oddanie hołdu utraconym bliskim poprzez ich sportretowanie.

Według legendy, miał tak postąpić włoski geniusz Tintoretto, który, trawiony żalem po stracie ukochanej i utalentowanej córki, Marietty Robusti, postanowił uwiecznić ją na płótnie. Za jego przykładem poszedł m.in. osiemnastowieczny amerykański malarz Charles Wilson Peale, malując słynny portret swej żony Rachel opłakującej śmierć ich małej córeczki Margaret.

 

Charles Willson Peale (1741-1827), Rachel Weeping (pierwsza wersja z roku 1776, druga, powiększona, z 1818)

Źródło: http://www.philamuseum.org/collections/permanent/71982.html

 

Punkt przełomowy na osi czasowej rozwoju portretu pośmiertnego stanowi rok 1839 – „magiczna” data wynalezienia dagerotypu. „Magiczna”, gdyż moment ten zdemokratyzował zarezerwowany dotychczas jedynie dla wybranych przywilej, pozwalając także ludziom niżej sytuowanym utrwalać podobizny bliskich zmarłych, a co za tym idzie – żegnać się z nimi do woli, bez limitu narzuconego przez termin pochówku. Od tamtego czasu osoby o skromniejszym statusie socjoekonomicznym mogły zaznać osobliwej przyjemności kontemplowania pośmiertnych portretów swych dziadków, rodziców, małżonków, dzieci, przyjaciół, a nawet… ulubionych zwierząt domowych.

Fotografia pośmiertna rozwijała się równolegle do „normalnej”, o tym, że zaś nie tylko nie pozostawała za nią w tyle świadczy choćby obfita zawartość The Thanatos Archive – amerykańskiej biblioteki cyfrowej zawierającej kolekcję tych nietypowych zdjęć. Wirtualnie zwiedzając owo gigantyczne archiwum, a także inne, podobne zbiory możemy napotkać nie tylko przedwcześnie zmarłe panny młode czy urocze małe dzieci, które wyglądają, jakby spały i miały zaraz się obudzić, gdyż znajdują się tam również szokujące, wręcz upiorne podobizny osób (nieraz uwiecznionych jeszcze za życia) zdeformowanych przez rzadkie choroby, okaleczonych na rozmaite sposoby, a także – wcale nierzadko – naznaczonych wyraźnym piętnem śmierci.

 

Fotografia zmarłego dziecka, XIX wiek

Źródło: https://www.theatlantic.com/technology/archive/2017/07/pictures-of-death/534060/

 

Biblioteka Jagiellońska posiada imponującą kolekcję dawnych fotografii. Przemierzając ją w poszukiwaniu interesujących mnie zdjęć dotarłam do rozmaitych portretów, fotografii rodzinnych, a także zdjęć upamiętniających ważne wydarzenia historyczne. Kwerenda przeprowadzona w celu wyszukania zawartych w naszych zbiorach post mortem stanowiła więc ogromną przyjemność, a zarazem umożliwiła mi odbycie fascynującej, a także owocnej podróży w czasie.

Okazuje się bowiem, że możemy się pochwalić cennymi, rzadkimi, a zarazem niezmiernie ciekawymi obiektami, z nich zaś chyba najbardziej spektakularny przykład stanowi zdjęcie Adama Mickiewicza na łożu śmierci, podpisane na rewersie „Antoniego Oleszczyńskiego Mickiewicz na łożu śmierci”.

 

Adam Mickiewicz na łożu śmierci (fot. Antoni Oleszczyński, Stambuł, 28 listopada 1855)

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatura IF 4502, t. 52, III)

 

Antoni Oleszczyński najprawdopodobniej fotografii nie wykonał osobiście, jest jednak autorem bardzo popularnego stalorytu, którego podstawą stał się właśnie wyżej wspomniany dagerotyp:

 

Antoni Oleszczyński, „Adam Mickiewicz na łożu śmierci” - staloryt (1861)

Źródło: Polona.pl

 

Posiadamy także w naszych zbiorach zdjęcia z czasów Powstania Styczniowego, których autorem jest słynny warszawski fotograf, autor wielu innych post mortem, Karol Beyer. Pierwsze spośród nich przedstawia martwe ciało Zdzisława Rutkowskiego, poległego 27 lutego 1861 w wyniku siłowego stłumienia przez Rosjan manifestacji patriotycznej na Wąskim Krakowskim Przedmieściu [1].

 

Zdjęcie pośmiertne Zdzisława Rutkowskiego (fot. Karol Beyer, 1861)

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatura IF 990a)

 

Drugie zdjęcie to ozdobna kompozycja złożona z pięciu medalionów. Każdy z nich przedstawia zwłoki jednego zabitego manifestanta. Oprócz Rutkowskiego (po prawej) znalazły się zatem na owym „kolażu” inne ofiary brutalnej interwencji okupanta: Filip Adamkiewicz, Michał Arcichiewicz, Karol Brendel i Marceli Karczewski [2]. Podobiznę Arcichiewicza umieszczono w centrum nie tylko ze względu na jego bardzo młody wiek (był bowiem uczniem gimnazjum), lecz także na fakt, że ciało sfotografowano nie w zakładzie fotograficznym Beyera, jak pozostałych, lecz w domu zmarłego, przez co różni się ona tłem od pozostałych [3]. Cały „kolaż” z jednej strony ukazuje heroizm poległych mężczyzn, z drugiej zaś utrzymany jest w charakterystycznej dla dagerotypów pośmiertnych, specyficznej tonacji.

 

Kompozycja „Pięciu poległych” (fot. Karol Beyer, 1861)

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatura IF 3560 a)

 

Podniosła, a zarazem oszczędna w środkach ekspresji kompozycja fotograficzna pełniła w okresie Powstania Styczniowego rolę swego rodzaju relikwii narodowej, do czego przyczyniła się poniekąd także jej quasi-religijna stylistyka: trupia czaszka u stóp ułożonego z medalionów krzyża ewidentnie nawiązuje do Golgoty, umieszczona zaś pod koroną cierniową wstęga z inskrypcją „Resurgam” (łac. „Zmartwychwstanę”) – do zmartwychwstania Chrystusa. Warto zauważyć, że napis ten widnieje dokładnie w miejscu tradycyjnego „INRI”. Nienachalny, lecz czytelny przekaz płynący z „fotomontażu” Beyera nadaje mu zatem wymowę ewidentnie mesjanistyczną [4].

Kolejna, nieco późniejsza XIX-wieczna fotografia post mortem przedstawia sławnego poetę, rzeźbiarza i etnografa, Teofila Lenartowicza na łożu śmierci.

 

Teofil Lenartowicz na łożu śmierci

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatura IF 6028, t. 69, IV)

 

W kolekcji Biblioteki Jagiellońskiej znajdują się również pośmiertne fotografie wykonane już w XX stuleciu, między innymi pochodząca z roku 1931 podobizna post mortem słynnego polskiego poety, dramaturga i pisarza Władysława Orkana, wykonana przez pracownika prężnie działającej w owych czasach Agencji Fotograficznej „Światowid”.

 

Władysław Orkan na łożu śmierci (fot. Agencja Fotograficzna Światowid, 1930

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatura IF 6523, t. 73 III)

 

Pomimo że zdjęcie pochodzi już z lat 30 ubiegłego stulecia, widać wyraźnie, jak mocno utrzymane jest w stylistyce XIX-wiecznej: zmarłego ukazano z profilu, obficie udekorowanego kwiatami.

Najpóźniejsze post mortem, do jakich dotarłam przeszukując nasze zbiory pod kątem fotografii pośmiertnej, przedstawiają kardynała Adama Stefana Sapiehę na marach i zostało wykonane w dniu jego uroczystego pogrzebu 26 lipca 1951.

 

Zdjęcia z pogrzebu kardynała Stefana Adama Sapiehy (Kraków, 26 XII 1951)

Odbitka ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (sygnatury IF 9556, IF 9557)

 

Zaprezentowane tu zdjęcia ze zbiorów Jagiellonki nie są zapewne jedynymi, jakie posiadamy w naszej kolekcji, którą zamierzam dokładniej przeszukać pod tym właśnie kątem, gdyż temat fotografii, szczególnie pośmiertnej, zarówno tej najdawniejszej, jak i późniejszej, jest mi bardzo bliski. Na tych kilku przykładach widać jednakże, jak znamienitą rolę odgrywały zdjęcia post mortem nie tylko w epoce wiktoriańskiej, lecz także w czasach późniejszych.

Potrzeba obcowania wzrokowego z ostatnią, finalną podobizną kochanej lub jakkolwiek bliskiej osoby zakorzeniona jest w ludzkiej psychice od dawien dawna. Dlatego właśnie, choć współcześnie zepchnięta została na margines, do swego rodzaju limbo kulturowego tabu, wciąż fascynuje, zachwyca, budzi specyficzną nostalgię. Wciąż staje się „bohaterką” filmów takich jak słynny horror pt. Inni (reż. Alejandro Amenábar, 2002), czy sesji artystycznych, w których modelki i modele pozują na zmarłych (odsyłam tu do znakomitych prac hiszpańskiego fotografa, Eugenio Recuenco). Pomimo że współczesna wrażliwość pozornie różni się od dawnej, nadal nie sposób przejść obok tych zdjęć obojętnie, choćby nawet wywoływała u nas wstręt i zgorszenie.

Joanna Pypłacz

 

[1] Zob. S. Szenic, Cmentarz Powązkowski : zmarli i ich rodziny, T. 2: 1851-1890, Warszawa 1982, s. 119-121, 451.

[2] Zob. S. Szenic, op. cit., p. 451.

[3] Zob. I. Kurz, Pięciu poległych jako metaobraz kultury polskiej połowy XIX wieku, [w:] Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej, 15 (http://pismowidok.org/index.php/one/article/view/312/590).

[4] Zob. M. Janion i M. Żmigrodzka, Romantyzm i historia, Warszawa 1978, s. 549.